Top 10 metafor Fanny Hill

John Clelend, Fanny Hill. Wspomnienia kurtyzany, Vesper, Poznań 2012.

Na początku II tomu Fanny skarży się swojej powierniczce: „Nie da się w tej materii uciec od powtarzania niemal tych samych obrazów, tych samych metafor i fraz, co przyczynia się tylko do dalszego wzmożenia niesmaku wywoływanego słowami RADOŚĆ, ŻAR, UNIESIENIE, EKSTAZA i podobnymi żałosnymi terminami tak przynależnymi i tak niezbędnymi w PRAKTYKOWANIU ROZKOSZY, które rozkosz ową jeno pospolitują i spłaszczają, odbierając jej stosowną moc (…)”. Z jednej strony pobrzękuje tu odwieczny problem pornografii – ten sam temat i wyczerpanie środków. Z drugiej czuć kokieterię, bowiem Cleland nie ma sobie równych jeśli chodzi o zaprzęgnięcie na swoje potrzeby całego arsenału metafor. Poniżej przedstawiam ich subiektywny ranking w tłumaczeniu Joanny Środy.

Top 10 numerów Fanny Hill

  1. Machina miłosnego oblężenia

„Znalazłszy się już zbyt blisko celu, by znieść jakąkolwiek zwłokę, rozpiął guziki i wyprowadził na wierzch machinę miłosnego oblężenia gotową do pierwszego szturmu. Wbił ją… tam! Tam! Po raz pierwszy poczułam tę sztywną, twardą jak róg chrzęść, uderzającą w najczulsze miejsce. (…) po kilku energicznych pchnięciach, które bolały mnie niemożebnie, dane mu było odkryć, iż nie uczynił najmniejszego postępu. (…) Nie przyszło mu nawet do głowy, że nikt się mną jeszcze nie nacieszył, że mój moździerzyk nie jest tak pokaźny jak jego tłuczek, a dziewiczy kwiat nie został jeszcze zerwany”.

  1. Rozdarty materiał pasażu

„Była tak mała, iż nie miał pewności, że kieruje się we właściwą stronę, przyjrzał się jej zatem, pomacał ją i ukontentowany wepchnął w nią najwścieklej swą potężną sztywność, niczym klin, rozrywając organiczną jedność i wrzynając się w nią samym czubkiem na głębokość warg. Czując to, wykorzystał przewagę i mocniej dopchnął biodrami w linii prostej, pogłębiając wyłom. Rozdzielenie ścianek tak czułego pasażu przez twarde, walcowate ciało sprowadziło na mnie tak nieznośny ból, że mogłabym wyć, ale nie chcąc stawiać na nogi całej gospody i okolicy, wstrzymałam oddech i wpakowałam do ust rąbek zarzuconej na głowę halki, gryząc go w udręce. Wreszcie delikatna faktura traktu ustąpił pod wściekłym rozrywaniem szturmem i wbił się we mnie jeszcze dalej”.

  1. Wróbelek

„Tymczasem jego wróbelek – nie mogę inaczej go nazwać, gdyż miał wielkość ptaszka, który niepostrzeżenie wlatuje do dziupli i z niej wylatuje – całkiem mocno zesztywniał i pchał się do karmnika, którego mu broniłam zaciśniętymi udami. (…) natarł wściekle raz jeszcze i prawie mnie zaskoczył, wbijając się tak daleko, że poczułam ciepły dzióbek w głębi dziurki”.

  1. Wróg

„(…) wróg, z którym miałam stanąć w szranki, uniósł dumnie głowę, odsłaniając przy tym przyłbicę i lśniąc karmazynowo. Przekonałam się z kim mam do czynienia: był to jeden z tych pokaźnych instrumentów, których właściciele mają nad nimi znacznie lepszą kontrolę od właścicieli nieporęcznej, rozrośniętej nadmiernie broni. (…) Mój gorliwy galant miał nade mną litość i załadował powtórnie rusznicę, nie przerywając najsłodszego ostrzału, kontynuując natarcie ze wzmożonym wigorem. (…) zbliżaliśmy się do tego słodkiego, krytycznego punktu, w którym mój partner musiał mnie rozstrzelać”.

  1. Rycerz i cerber

„Rycerz ten, który dopiero co dobył po raz pierwszy miecza, natarł znowu na wyłom i otworzył sobie pełny do mnie dostęp, w czym dużą pomocą była mu balsamiczna iniekcja, jaką obficie nawilżał ściany i wnętrze pasażu. Zdwoiwszy zatem energię pchnięć, czemu sprzyjał gorączkowy apetyt mych ruchów, przemykał niczym gibki złodziej obok mych opitych małmazją straży, padających jedna za drugą i otwierających przed nim komory mego skarbca. Podstępna natura kazała mi pilnie mu towarzyszyć w tych przenikających mnie na wskroś staraniach. Powiększając wyłom cal po calu, dostał się cały do środka i ostatnim potężnym  pchnięciem zamordował cerbera”.

  1. Źrebak

„Ogromną przyjemność sprawiało mi trzymanie na wodzy tego swawolnego źrebaka, który poczuł już czym jest słodkie wędzidło, choć nie nadawał się jeszcze do pracy w polu; lecz któż lepiej od niego – kontynuując metaforę – BRYKAŁ PO POLANIE I DOKAZYWAŁ NA ŁĄKACH?”

  1. Obżartucha

„Dotarliśmy do kresu zjednoczenia, lecz kiedy cofnął się o krok, by wedrzeć się jeszcze dalej i jeszcze gwałtowniej, przygarnęłam go do siebie z furią, obejmując nogami jego biodra, jakby z obawy, że stracę go na zawsze. Biodra te – tak sprężyste, tak jędrne w dotyku – zadrżały pod mymi łydkami. Otoczyłam go i oflankowałam, wciągnęłam go do świątyni i złożywszy na ołtarzu, związałam, pragnąc ostatecznego zjednoczenia. Zatrzymał się, znieruchomiał rozkosznie, kiedy ta obżartucha na dole, choć gotowa pęknąć, delektowała się nim, smakując każdy kęs, każdy okruch, którego nie oddałaby za nic”.

  1. Plenipotencja

„Widzieliśmy, jak zapłonęły jej oczy, gdy galant wprowadził w nią swą plenipotencję. Dał jej zakosztować swego pełnomocnictwa w całym wymiarze, co pobudziło ją tak bardzo jakby spiął ją ostrogą, a zebrawszy się w sobie, zatraciła się zupełnie na wszystko poza delektowaniem się swym ulubionym doznaniem (…)”.

  1. Marynarz

„Zmienił wszakże kurs i opuściwszy głownię, pożeglował do celu i wepchnął się we mnie tak rozkosznie sztywny, że się aż spieniłam jak grzywacz, po czym pożeglowaliśmy z wiatrem i pod wiatr tak dzielnie, iż w stanie ducha, w jakim mu się oddałam, musiałam go wyprzedzić i wpaść w wir omdlenia, podczas którego ściskałam go konwulsyjnie, zaciśnięta na nim, wydobywając zeń tyle obfitej rosy, że wraz z moim wylewem urządziliśmy sobie potop, w którym pływaliśmy i topiliśmy się jak w oceanie pożądania”.

  1. Pióro i bełt

„Natarczywość ta sprawiała mi tak obezwładniającą przyjemność, żem całkiem zapomniała jak cierpi sterczący u bram ukochany! Z jakąż rozkoszą pospieszyłam naprawić swój błąd! Uda me, posłuszne wskazaniom miłości i natury, rozwarły się chętnie i z największą uległością, odsłaniając świątynne odrzwia… Widzę… Czuję rozkoszny aksamitny czubek… zagłębia się we mnie z potęgą i dostojeństwem, z … Och, pióro wypada mi z dłoni na wspomnienie tamtej ekstazy! (…) Ugodziła mnie strzała miłości od grotu po pióra, otwarła we mnie nową ranę, prócz tej, którą okryła wargami natura i która zawdzięczała swe pierwsze tchnienie temu samemu najdroższemu bełtowi”.

Dodaj komentarz

*