Wyznanie

 

Janka Szczęsna, Wyznanie. Prawdziwa historia polskiej prostytutki, Oficyna Wydawnicza Promocja, 2016.

 

Wyznanie prawdziwej prostytutki, autentyczne historie z burdelu, spowiedź ze świata sekspracy – takich książek są na świecie setki. W Polsce warto wspomnieć wydane niedawno: „Bejbi” Moniki M., „Zniszczoną” Moniki Rępalskiej, „Przecież nie zdechniesz” Jany Koch Krawczyk czy „Wyznanie” Janki Szczęsnej.

Paradoksem jest to, że choć w przeważającej mierze to książki autobiograficzne – oparte na prawdziwych historiach najczęściej byłych pracownic, które dzięki książce mogą zabrać głos we własnym imieniu – właśnie to godność seks workerek szargają najbardziej. Nie tylko nie wnoszą nic do tematyki pracy seksualnej, jej systemowych i politycznych uwarunkowań, ale wręcz pogłębiają stereotypizację i stygmatyzację, z powodu których ta branża cierpi najbardziej.

Co więcej – swoją „prawdę” sprzedają w opakowaniu, które zapewni rozrywkę czytelnikom spragnionym lubieżnych historyjek pokroju scenariuszy Patryka Vegi, tyle tylko że pod płaszczykiem łzawych, często patetycznych opowieści z morałem. Bo bycie „ofiarą” nie przeszkadza w zamieszczaniu pełnych detali scen seksu, jakby dokładny opis przemocy seksualnej miał – poza zaspokojeniem niezdrowej ciekawości – jakiekolwiek uzasadnienie w powieści. Tego typu książki, których perłą w koronie jest „Wyznanie” Janki Szczęsnej, nie przybliżają nam niczyjego świata, ale zastępują go najbardziej sztucznym, pełnym stereotypów obrazem.

– Hola, hola – zawoła niejeden wzruszony czytelnik czy czytelniczka – Przecież to historia oparta na faktach autentycznych (sic!), a nie jakiś manifest. Tego nie można cenzurować, ani czytać politycznie, to czysty fakt.

– Chwila, chwila – wzburzy się miłośnik couchingu i self-publishingu – To przecież wyznanie, które ma moc oczyszczania, terapii dla ofiary, która w ten właśnie sposób przepracowuje traumę.

„Wyznanie. Prawdziwa historia polskiej prostytutki” jest pod wieloma względami instruktażowa, jak nie powinno się pisać o pracy seksualnej. Nie zrozumcie mnie źle, nie deprecjonuję historii i cierpień realnych osób, ale jeśli zapuszczają się one na teren literatury, to mowa będzie o formie, jaką wybrały, o konwencji, na jaką się zdecydowały oraz grzechach głównych… tekstu. A nie życia.

Gniew

Janka, narratorka książki, trafia do branży jako 40-letnia kobieta w wyniku szeregu niesprzyjających okoliczności, które ustawiły pod znakiem zapytania jej stabilność finansową, utrzymanie dzieci i bezpieczną przyszłość. Ma wybór, nie jest zmuszona, ale z powodu dumy, a także nadarzającej się możliwości (znajoma koleżanka załatwia pracę) decyduje się na szybki i relatywnie „łatwy” zarobek w Niemczech. Trafia do prywatnego mieszkania gdzieś w Bawarii, gdzie bardzo szybko zarabia kilkukrotność jej miesięcznych zarobków w Polsce. Wraca do kraju, ale tam nie czuje się dobrze. Zaczyna mieć problem z alkoholem. W ciągu kilkunastu miesięcy podejmuje się pracy seksualnej jeszcze kilka razy. W między czasie poznaje chorwackiego taksówkarza, w którym się zakochuje. Jak się domyślamy, dzięki miłości i pewnym zmianom w sobie uda jej się wrócić do nowego-starego życia.

Czy Janka pada ofiarą handlu ludźmi? Nie. Czy trafia do pracy pod przymusem? Nie. Czy przetrzymywana jest siłą? Nie, w każdym momencie może go opuścić bez żadnych przykrych konsekwencji. Czy spotyka ją jakaś przemoc? W większości przypadków ma do czynienia z legalnie zorganizowaną pracą, uprzejmymi klientami, możliwością wyboru, kiedy pracuje a kiedy nie… Czy pomimo wątpliwości moralnych wobec świadczonej pracy wycofuje się, gdy zarobi odpowiednią sumę pieniędzy? Nie, wraca do pracy kilka razy. Skoro nie ma więc zewnętrznego problemu, na który można by zwalić winę, postanawia odpowiednio udramatyzować swoje losy, by zmieścić się w roli ofiary. By dostosować się do schematu pracy seksualnej, jaki dominuje nie tylko w prawicowym przekazie, ale i głównych mediach. Dlatego specyficznie zabarwia obraz postrzeganej rzeczywistości – nawet neutralne czy pozytywne wydarzenia przedstawia w niekorzystnym świetle, by mieściły się w stereotypowym obrazie prostytucji jako piekła. W ten sposób przygotowuje pole do interpretacji korzystnej dla narratorki.

I tak, choć kobieta pracuje legalnie i może liczyć na pomoc niemieckich instytucji (np. policyjnego psychologa), to wedle jej relacji -„obdzierają ją z danych osobowych”, a ona podpisując dokumenty „przybija pieczątkę na swoje ciało”. Choć dostaje hojne wynagrodzenie, zna zasady, a przede wszystkim sama ustala relacje z klientami (na co się godzi, a na co nie) nazywa swoją pracę „kurestwem”, „poziomem zero”, „upadkiem”, „wyjątkową obrzydliwością”, poniżej której jest tylko „mordowanie dla przyjemności, sprzedaż dzieci i gwałt”. Choć klienci są – jak sama twierdzi – przystojni, uprzejmi i hojni – ona nie idzie się umyć po ich wizycie, ale „zmyć swoje kurewstwo i poniżenie”, nawet gdy zapomina o posiłku, nie pisze, że jest zwyczajnie głodna, ale że „głód szarpie trzewia”. Choć spotyka ją wiele pozytywnych gestów ze strony managerów, koleżanek z pracy i klientów, i nawet w przebłyskach zauważa, że praca seksualna to praca, że każda osoba ma tu swoją indywidualną historię, to i tak woli wrócić do dobrze znanego choć nieprawdziwego schematu prostytucji jako mrocznego przedsionka piekła.

Lenistwo (intelektualne)

Zdumiewające jest to, że wiele wydarzeń, które narratorka otwarcie relacjonuje, podważa negatywny obraz samej pracy seksualnej. Paradoksalnie przedstawiciele środowiska są bardziej etyczni niż nasza bohaterka – rzekoma ofiara. Popatrzcie na kilka przykładów. To nie Jankę traktuje się jak kogoś gorszego, ale ona traktuje z pogardą klientów, przełożonych i koleżanki z pracy; to ona ocenia wszystkich po wyglądzie („Zbyt wąskie usta? Mój tato zawsze powtarza, że od kobiet, które takie mają, trzeba uciekać jak najdalej), !”), to ona z wyższością patrzy na innych („Czyżbym spoglądała na nie jak na konkurencję? Czy nie prezentują się jak bydło na sprzedaż?), to nie ją oszukują, ale sama kombinuje od pierwszego napiwku i okrada klientów („Nie kradnę, tylko zabieram swoje”). To nie ją spotykają jakiekolwiek nieprzyjemności z powodu bycia Polką, nieznajomości języka, starszego jak na branżę wieku, niesprawności dłoni czy jakiejkolwiek innej cechy, na którą nie ma wpływu. Ale to ona naśmiewa się z cech fizycznych, narodowości, seksualności, wyznań, ras – jest otwarcie ksenofobką, swerfką, homofobką, transfobką, rasistką:

W progu stoi mężczyzna. Przystojny jak diabli, ale ma jedną wadę – jest czarny jak smoła. Rozciąga twarz w pięknym uśmiechu, ale nie przekonuje mnie tym do siebie. I nigdy nie przekona.

– Jestem rasistką! – krzyczę i z trzaskiem zamykam mu drzwi przed samym nosem. Za żadne skarby nie pójdę z czarnym. Mam to od zawsze. Ja nie pałętam się po ich świecie, więc niech oni nie chodzą po moim. I nie ma znaczenia, że to burdel, że obcy kraj. Ale moja Europa! W tych okolicznościach czuję się całkowicie rozgrzeszona z nieróbstwa. Przed wszystkimi, przed moim Bogiem też. Zwłaszcza przed Nim.

Pycha

Źródłem ocen nie jest bowiem rzeczywistość, ale utrwalony światopogląd narodowo-katolicki, który choć nijak się ma do rzeczywistości, to zapewnia zbawienne poczucie wyższości. Przekonanie, że można stosować podwójne standardy, jak np. w przypadku, gdy klient życzy sobie seks analny, a narratorka uznaje go za „wynaturzonego zboczeńca”, choć jak później przyznaje sama uprawiała i nawet lubiła tę formę stosunku seksualnego. Tak długo bowiem jak okaże moralną wyższość nad innymi kobietami, które zdecydowały się na pracę świadomie lub zmusiła je do tego znacznie poważniejsza niż bohaterki sytuacja, będzie mogła czuć się inaczej niż one – lepiej. Co jest tego źródłem – polskość, wiara? Cóż, bliższe prawdzie jest stwierdzenie, że chodzi o zwykłą pychę.

Na szczęście moja świadomość kończy się na tym, że na świecie istnieje kobieta i mężczyzna. I to jest święte. I nigdy nie poddam się innemu mamieniu ani propagandzie. Mam nadzieję, że mój Bóg jest heteroseksualny.

Nieczystość

Wbrew nazwie, to nie profesja czyni „Wyznanie” nieczystym. Ani nie dyskusyjny charakter stosunków, do jakich musi zmuszać się z klientami, podczas których „sutki pęcznieją, a ja wilgotnieję. Czuję, jak soki cienką strużką spływają po udach”. Swoją drogą naprawdę dziwnie się czyta relacje z prawie gwałtu, który jednak dostarcza doznań seksualnych jak najlepszy seks.

Nieczysta jest motywacja narratorki. Skoro nie była ofiarą, która próbuje przepracować swoje doświadczenie, ani nie identyfikuje się jako pracownica seksualna, która świadomie wybrała pewien model życia; jeśli nie wnosi nic do opisu świata płatnych usług seksualnych, bo wpisuje swoje prywatne przeżycie w ramy schematu, ani też nie doświadcza niczego, co zmieniło jej postrzeganie świata, bo z założenia jej światopogląd nie podlega negocjacjom, to po co? Po co obnażać siebie po raz kolejny na potrzeby spragnionego sensacji czytelnika?

Dodaj komentarz

*

Za dużo tekstu?Więcej obrazków znajdziesz na Facebooku