Sztuka kochania

 

Michalina Wisłocka, Sztuka kochania, Warszawa 1978.

Pamiętacie film „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” w reż. Marii Sadowskiej z 2017 roku? Przypomina, że to kultowe dziś dzieło z 1978 roku – sprzedane w milionowych nakładach w Polsce, Rosji a nawet Chinach – mogło się w ogóle nie ukazać. Gdyby nie determinacja Wisłockiej, jej ciężkie boje z aparatem państwa, cenzurą i kolegami po fachu, nie byłoby rewolucji w polskich sypialniach. Czy do rewolucji naprawdę doszło, to już zupełnie inne pytanie.

Czytaj dalej

Radości z kobiecości

 

Nina Brochmann, Ellen Stokken Dahl, Radości z kobiecości, czyli wszystko o zarządzaniu narządami, Sonia Draga, Katowice 2017.

Nie miałam w szkole oddzielnego przedmiotu z edukacji seksualnej, ominęły mnie współczesne podręczniki wychowania do życia w rodzinie, dorastałam bez internetu i przeżyłam wszystkie rozkminy wieku dojrzewania: „czy tampon pozbawi mnie błony dziewiczej”, „czy po pettingu jestem dziewicą” i inne pytania zaczynające się od standardowego „czy to normalne …” lub „czy od … mogę zajść w ciążę?”.  Dziś te problemy w nie w mniejszym stopniu frapują nastolatków. Jednak tak jak wcześniej na korytarzach szkolnych najbardziej radykalna i głupawa odpowiedź była jednocześnie najczęściej powtarzana i siała strach wśród nieświadomych, tak obecnie – podbijana przez algorytmy Google, premiujące najczęściej klikane wyniki – wyświetla się jako pierwsza, sugerując największą trafność i przerażając tych, którzy nie znają pewnych źródeł wiedzy. W tej materii nic się nie zmieniło.

Czytaj dalej

Slow sex. Uwolnij miłość

Książka o seksie Marty Niedźwieckiej i Hanny Rydlewskiej

 

Hanna Rydlewska, Marta Niedźwiecka, Slow sex. Uwolnij miłość, Agora, Warszawa 2016.

Najpopularniejszym, a czasem – mam wrażenie – jedynym sposobem przedstawiania seksu w kulturze jest scena, w której dwójka zakochanych rzuca się na siebie z dziką pasją, obija o ściany i meble, wręcz demoluje mieszkanie, rozrywa ubrania, i przeżywa szczyty rozkoszy po 5 sekundach stosunku. Problem nie w tym, że jest to nierealistyczne – pierwszy seks często jest takim trzęsieniem ziemi, chaosem, który przynosi ekstazę z samego faktu konsumowania intymnej relacji. Tylko w tym, że każdy kolejny raz, a to one tworzą nasze doświadczenie i podstawę każdej relacji, to już zupełnie inna bajka. Tymczasem wciąż panuje paradygmat romantyczny, wedle którego „miłość” jak również seks, to właśnie tornado, psychologiczna ekstaza bez słów, pożycie z diabłem tasmańskim, raczej niż uważna komunikacja, poznanie fizjologii, wiedza i doświadczenie, a nawet praca nad sobą i relacją. Pozytywizm jest passe. Ale to pozytywizm dotyka prozy życia i realności seksu. I w tym sensie należy rozumieć znaczenie „slow” w tytule książki Rydlewskiej i Niedźwieckiej. Nie „wolno” jako synonim miłości powolnej, nudnej, bez fajerwerków – zaprzeczenie fascynującego dzikiego seksu. Ale jako miłość pełną, uważną, cielesną i umysłową, miłość zrozumianą i wypracowaną, która zamiast łatwych i powierzchownych ekscytacji, proponuje pracę u podstaw zmysłowej macierzyzny.

Czytaj dalej

Za dużo tekstu?Więcej obrazków znajdziesz na Facebooku