Seks-pansja

 

Paweł Szpecht, Seks-pansja, Oficyna Wydawnicza „Biały Kruk”, Gdańsk 1990.

Często podczas antykwarycznych wykopków trafiam na różne kurioza, które ukazały się gdzieś kiedyś nakładem niszowych oficyn i słuch po nich zaginął. Czasem to prawdziwe perełki i taka właśnie okazała się „Seks-pansja” Pawła Szpechta. Króciutki zbiór reportaży o pracy seksualnej z 1990 roku, wydany przez „Biały Kruk” w Gdańsku. 5 zł na allegro.

„Obraz kobiety, która sprzedaje swoje ciało za talerz zupy (przysłowiowej „Czarnej Mańki”) we współczesnej Polsce należy do egzotycznych wyjątków” – mówi na początku rozmówca Szpechta, dr Michał Antoniszyn. Prostytucja to już nie stygma, ale wybór profesji jedną profesją nie będącą. Mowa o końcówce lat 80-tych, na rynku działają mewki, putany, arabeski, tranzytówki, targówki i zwykłe kurwy. Dla większości z nich „problem nie polega na wyborze między głodem a przetrwaniem, ale między sumą pięciu i dwudziestu pięciu tysięcy dolarów rocznie”. Największa obelga w zawodzie? „Dajesz za butelkę piwa, za paczkę fajek”. Te sprytne dorobią się mieszkań i samochodów, a te które mają pecha – skończą jak bezzębna Gruba czy młoda „cichodajka”, która marząc o nowych rajstopach, zapuściła się w rewiry zawodowych dziewczyn.

To nie burdele stanowią główne miejsce pracy i nie Polacy – głównych klientów. Dlatego bardziej niż historie dziewczyn zadziwia zaplecze prostytucji – system taksówkarzy, recepcjonistów, portierów, bramkarzy, który w PRL-u funkcjonował wokół hoteli, dancingów i tranzytowych tirów, w portach i na poznańskich targach, wszędzie tam, gdzie docierali cudzoziemcy, a wraz z nimi marki, guldeny, franki i dolary. A tam, gdzie stawki były większe, pojawiała się nie tylko większa konkurencja, więcej ogniw pośrednich, ale i Służba Bezpieczeństwa. „TW pseudonim „Bożena” przekazała informację, która doprowadziła do ujawnienia osób, które nielegalnie przywoziły i starały się sprzedać kolorowe filmy porno, broszury, fotografie”. Te-Wu zyskiwały dzięki SB parasol bezpieczeństwa, SB – haki na szabrowników, złodziei, którzy zwierzali się dziewczynom ze swoich planów, czy członków podziemia, którzy w gaciach opowiadali dowcipy o komunistach.

Fascynujące są obrazki, jak seks-praca dostosowywała się do realiów rynku, mediów, zmiennych sposobów reklamy. Jak choćby w Kole, gdzie wraz z produkcją zakładów mięsnych i proszkowni mleka, pojawili się najpierw robotnicy z RFN, a potem prostytutki z całej Polski. A gdy zachodnie firmy się wyprowadziły, większość pań przeniosła się na połączenia tranzytowe. W Trójmieście wraz z uruchomieniem połączenia z Kuwejtem, pojawiły się nawet kluby dla Arabów („Rocky”) i specjalizujące się w tym typie klientów eskortki – jak byśmy dziś powiedzieli. Arabeski – jak mawiano na nie wtedy. Dziś, za sprawą pandemii i internetu, pisze się kolejny rozdział historii branży. Znikają tradycyjne formy świadczenia usług seksualnych, wykształcają się nowe. Jedno pozostaje niezmienne – wyjątkowa przedsiębiorczość i różnorodność samej branży – od nazw i ksywek przez zasady i metody po możliwości zarobku i perspektywy rozwoju.

W 1990 roku poprawność polityczna wobec pracownic seksualnych w zasadzie nie istniała, jednak Szpecht potraktował główne bohaterki reportażu bez uprzedzeń, co pozwoliło wydobyć wiele odcieni tej pracy, nie tylko przemoc, ale też solidarność, samoświadomość czy humor. Co więcej jeden rozdział poświęcił męskim pracownikom seksualnym, świadczącym usługi mężczyznom, i tu również obyło się bez ironii, rezerwy czy patologizowania zjawiska.

Fajna, mała książeczka.

Dodaj komentarz

*

Za dużo tekstu?Więcej obrazków znajdziesz na Facebooku