Narodowe czytanie „Przedwiośnia”

Pamiętacie jedną z najlepszych scen z Przedwiośnia Stefana Żeromskiego? Cezary Baryka trafia nocą do pokoju Laury. Ona nie opiera się specjalnie, niemniej przed chwilą wyjechał jej narzeczony Barwicki a ona obiecała mu na pożegnanie „sygnały miłosne” – czyli podkręcanie i zagaszanie światła. Gdyby tego nie zrobiła, narzeczony mógłby wrócić, dlatego Cezary dziarsko zabiera się do rzeczy, a Żeromski częstuje czytelników jedną z ładniejszych scenek ezopowych na petting.

W rzeczy samej Cezary, stanąwszy przy szerokim, sklepionym u góry, wielkoszybym oknie, zobaczył w głębi nocy dwa kręgi światła latarni, posuwające się w poprzek ciemnej, nieprzebitej otchłani. Przykręcał z precyzją światło lampy na oknie, a po pewnym czasie wydobył znowu tak wielkie, że aż kopeć wybuchnął ze szklanego cylindra. Po chwili zaczął wyciągnięty knot wkręcać do środka rezerwuaru, wskutek czego światło omdlewająco zmniejszało się, niczym spazmatyczna miłosna ekstaza. Doprowadziwszy płomień lampy niemal do zupełnego zaniku Cezary jął podnosić go znowu do zenitu. Czynił to dotąd, dopóki dwa świetlne koła malejące w nocy nie znikły zupełnie… Wtedy dwa obnażone ramiona ujęły jego kędzierzawą głowę i odwróciły ją od okna. Śmiech radości zabrzmiał. Cezary stoczył się z podwyższenia przy oknie w objęcia czystego szczęścia.

Nie o tę scenę tu jednak chodzi, ale przypis do niej, który warto przytoczyć w całości, która stała się bodajże najbardziej znanym przykładem autocenzury w literaturze polskiej:

Pruderia autora i głęboki szacunek wobec pruderii czytelnika(–czki), a nade wszystko czołobitność wobec superpruderii krytyka, nie pozwala na przytoczenie szczegółów i perypetii tego wieczora, które się dokonały w zamkniętym na klucz pokoju pani Laury. Trudna rada! O szanowny(–a) czytelniku(–czko) — nie żyjemy w epoce wielkiej szczerości mistrza Odrodzenia i mistrza wszystkich wieków Ludwika Ariosta, który nie poskąpił sobie i światu opisu szczęścia Ruggiera i Alcyny w siódmej pieśni Orlanda Szalonego. Podówczas twórca nie był zmuszony do wyrywania najniezbędniejszej części swego pomysłu i wrzucania go do śmietnika. Dziś nie możemy iść śladem wielkich ojców twórczości, czczonych powszechnie. I tutaj, w tym poziomym i przyziemnym uprzytomnieniu Przedwiośnia żywota, najistotniejszy, najzdrowszy, najtęższy obraz przedwiośnia i zdrową, tryskającą życiem treść jego musimy zamknąć na klucz i pozostawić niezdrowej, zepsutej, pełnej cynizmu „domyślności” czytelnika(–czki).

Rękopis „Przedwiośnia” zawierający słynny przypis. Źródło: https://polona.pl/item/przedwiosnie,ODA0NTYyMTc/119/#item

 

Na pocieszenie wspomniany fragment z Ariosta:

 

26

Skoro po dosyć długiem czasie koniec dała

Drogiem piżmom, któremi się perfumowała,

Kiedy beł czas i słuszna nadeszła godzina,

Że wszyscy spali, że nic nie słychać, Alcyna

Cicho z swego pokoju sama tylko wyszła

I ważąc się pomału na to miejsce przyszła,

Gdzie w Rugierze nadzieja i bojaźń niemały

Czas utroskane myśli i serce mieszały.

27

Skoro ujźrzał Namieśnik Astolfów nad sobą

Śmiejące się dwie gwiaździe z niebieską ozdobą,

Jakby mu z żył zażęta siarka szła ku górze,

Nie może się rozpostrzeć i zmieścić w swej skórze;

I dając obrok żądzej i zgłodniałej duszy,

Pływa w morzu rozkoszy aż po same uszy

I porwawszy się z łoża, na rękę ją bierze,

Ani chce czekać, aż się przynajmniej rozbierze.

28

Acz beła nocnej szaty swej na się nie wzięła,

Tylko się w lekką jakąś taftę uwinęła

Na koszulę tak piękną, że żadna piękniejsza

I cieńsza być nie mogła, ani subtelniejsza.

Gdy ją obłapił, to ta cienka, którą miała,

Opadła ją, że tylko w samem gźle została,

Które tak wszytkich członków kryło tajemnice,

Jako lilie kryją przejźrzyste śklenice.

29

Nigdy tak nie ściskają mocno pokręcone

Bluszcze drzewa, od siebie chciwie obłapione,

Ani macica swojej tyczy jako oni,

Zbierając na wargi z tchów owoc wdzięcznych woni,

Woni tak wdzięcznych, jakich ogrody sabejskie

I hyblejskie i morze niema Erytrejskie –

Lepiejby sami o swych słodkościach umieli

Mówić, co często w gębie dwa języki mieli.

30

To rzeczy beły tajne i nic niewiedziane,

Albo jeśli wiedziane, przynajmniej milczane;

Bo zamilczywa cnoty, ale wyuzdany

Jest język ludzki, kiedy wie jakie przygany.

Wszyscy, którzy w bogatem pałacu mieszkali,

Rugierowi uczciwość wielką wyrządzali;

Wszyscy go czczą, szanują, wszyscy się kłaniają,

Wszyscy go, bo Alcyna tak chce, poważają.

S. Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1993, s. 178.

Dodaj komentarz

*