„Katechizm libertyński”

 

Mademoiselle Théroigne, Katechizm libertyński, przeł. Tomasz Stróżyński, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2016.

Jest taka kategoria książki, określana nie ze względu na treść, ale swoje funkcje dekoracyjne. Pisał już o niej Michel de Montaigne, obawiając się, że jego teksty bardziej się kupuje niż czyta. Chodzi o książkę – piękny obiekt, który bardziej niż do lektury nadaje się do dekoracji stolika kawowego, trochę album, a trochę concept book, zarazem czasoumilacz jak i zawsze intrygujący temat do rozmowy. W polszczyźnie nie doczekaliśmy się satysfakcjonującego tłumaczenia. W języku angielskim to – coffee table book.

Małe a cieszy

Seria 11/17 gdańskiej oficyny „Słowo/obraz terytoria”, w której ukazały się m.in. „Sztuka pierdzenia”, „Niebezpieczeństwa onanizmu”, „Afrodyzjak zewnętrzny”, „Tajemnice konfesjonału” czy „Nimfomania” to właśnie wydawnictwo odpowiadające rzeczonej kategorii. Małe przepięknie wydane książeczki (nazwa serii to zarazem niestandardowy format arkusza: 110×170 mm), których lektura zajmuje maksymalnie kilka kwadransów, stanowią przede wszystkim doskonały prezent a także wdzięczny przedmiot rozmowy, gdy centralnie wyłożone zostaną obok ciasteczek na stoliku kawowym. I bynajmniej kwalifikacja do tej kategorii nie urąga ich wartości.

Ich wspólnym mianownikiem jest data wydania (XVIII wiek) i tematyka aberracji ciała, wszelkich odchyleń i zboczeń od przyjętych norm postępowania: onanizm, cudzołóstwo, nimfomania, flagellacja itp. Do głosu dopuszczeni zostają XVIII-wieczni luminarze, wypowiadający się ex professo na temat popularnych w epoce chorób ciała, jak i doświadczeni praktycy, w tym pierwsza rajfurka Paryża. Niegdysiejsza popularność tych dziełek świadczy o tym, że czytane były nie tylko z potrzeby wiedzy czy znalezienia lekarstwa, ale również dla zawartości dydaktycznego i moralizatorskiego nawiasu.

Dzisiaj po renowacji lektura tych traktacików jest czystą przyjemnością. Możemy zachwycać się oprawą graficzną (font Chopin Macieja Buszewicza), cmokać nad przepysznymi grafikami ilustrującymi teksty, cytować na głos wyborną retorykę naszych uczonych praszczurów, czy kiwać głową nad stanem wiedzy epoki oświecenia, by ze zdumieniem stwierdzić wielokrotnie, że tolerancją wykraczali oni poza nasze współczesne nowe średniowiecze. Zwłaszcza w kraju nad Wisłą. Twierdzę, że współczesny i autentyczny „Katechizm libertyński” raczej by się dziś nie ukazał. Ale przechodząc do samego „Katechizmu …”

Poradnik stręczycielki

Wydany w 1792 roku i dość swobodnie przypisany Mademoiselle Théroigne de Mericourt utwór jest poradnikiem napisanym przez doświadczoną stręczycielkę i zadedykowany każdej dziewczynie, która „wyzbywszy się wszelkiej pruderii – nie wstydzi się oddawać zmysłowym i cielesnym rozkoszom z mężczyznami”. Tak na pierwszych stronach zostaje bowiem zdefiniowana „ladacznica”. Na dalszych stronach czytelniczka dowie się, jakimi cechami powinna się wykazywać, o etyce zawodu („Ladacznica może więc grzecznie odmówić zapalczywości perforacyjnej paparucha, chyba że sama ma tyłek gustujący w rozkoszy sodomskiej”), stawkach (czy „powinna zapewniać tyle samo przyjemności dymaczowi za dwadzieścia cztery su i temu, który wynagradza ją hojnie”), postępowaniu z trudnymi klientami („miękkochuje”) czy higienie.

Nie chcę jednak zabierać „choosing fee” wydawcom, więc odpowiedzi znajdźcie sami. Ponadto poza zawodowym credo każda żarliwa wyznawczyni rozkoszy znajdzie „Modlitwę do świętego Kurwentego” oraz „Litanię cór Koryntu”. A wydawca dla mniej wierzących a bardziej spragnionych rozrywki czytelniczek dorzucił jeszcze garść oświeceniowych francuskich wierszyków. Ja zaś dorzuciłam kilka zwrotów do słownika.

Ocena: 7/10

Dodaj komentarz

*