Ja chcę miłości

 

Klaus Kinski, Ja chcę miłości, przeł. Marzena Wasilewska, Da Capo, Warszawa 1992.

Swoją autobiografię Klaus Kinki napisał jako 60-latek, trzy lata po jej wydaniu umarł na zawał. Jego aktorski geniusz i międzynarodowa sława po rolach u Wernera Herzoga, Sergio Leone, Billiego Wildera czy Andrzeja Żuławskiego były nie do podważenia. Nie musiał się z nikim i niczym liczyć, więc i specjalnie nie cenzurował swoich zapisków, a w nich licznych romansów z partnerkami znajomych, wizyt w burdelach, nabytych chorób wenerycznych, czy siłą zdobywanych kobiet. Jeden z portali wyliczył, że na stronach autobiografii pojawia się opis lub chociażby wzmianka o ponad 150 kochankach aktora. Czuć w tym mitomanię, bezczelność, chęć gorszenia za wszelką cenę lub po prostu bezwstydny zapis współczesnego Casanovy, gdyby nie jedno.

Pedofil

W 22 lata po śmierci Kinskiego, jego córka Pola napisała swoje wspomnienia pt. „Usta dziecka”, w których opisała, że jako mała dziewczynka była wielokrotnie gwałcona przez ojca. Również jej przyrodnia siostra Nastassja, wyznała niemieckiej prasie, że i ją ojciec próbował molestować. O tym w powieści nie ma śladu. Są jednak opisy seksu z nieletnimi. W tym kontekście wyczyny seksualne Kinskiego, opisane w „Ja chcę miłości”, nabierają gorzkiego posmaku. I utrudniają lekturę, opartą na utożsamieniu się z narratorem. Pamiętając o pedofilskich skłonnościach aktora, jest jednak kilka rzeczy, które zwróciły moja uwagę i jako tekst, oderwany od postaci autora, chciałam wskazać.

Autobiografia pisana jest w czasie teraźniejszym, bez podziału na rozdziały – okresy życia, linearnie choć poza rzuconymi tytułami filmów, nazwiskami nowych żon, prawie nie odczuwa się upływu czasu. Kinski się nie zmienia, we wszystkim, co robi jest intensywny do granic ludzkiej wytrzymałości. Czy będzie to młodzieńcza walka o przetrwanie, pobyt na froncie wojennym podczas II wś, późniejsza praca aktorska, opływanie w bogactwa, czy nieskończone romanse. We wszystkim – jak powie jego trzecia żona Minhoi Loanic – jest „za” bardzo.

Minhoi mówi, że „za mocno” kocham. „Za mocno” czuję, tęsknię, pożądam. Jestem „zbyt” namiętny, „zbyt” wrażliwy. Reaguję „za” szybko i „za” gwałtownie. Jestem „za” dziki, „za” rozhukany, „za” radosny, „za” dziecinny, „za” smutny, „za” głośny, „za” cichy, „za” podły, „za” dobry, „za” czuły, „za” brutalny, „za”, „za”, „za”, „za”, „za”, „za”, „za”, „za”.

Dziwkarz

Kundera napisał kiedyś o dwóch typach dziwkarza. O ile ten pierwszy szuka nieskończonego ideału – poniekąd swojego własnego niezrealizowanego snu o kobiecie. O tyle ten drugi gnany jest pragnieniem, by posiąść nieskończoną różnorodność obiektywnego kobiecego świata. „Dziwkarz epicki” – bo tak go określił autor „Nieznośnej lekkości bytu” – nie przebiera w kobietach, nie szuka żadnego subiektywnego ideału, za to wszystko go w nich interesuje. W swoim pragnieniu poznania odchodzi od konwencjonalnej kobiecej piękności i staje się kolekcjonerem osobliwości. Taki niewątpliwie był Kinski.

Wygłodzony, wciągam do łóżka każdą cipę, która mi się napatoczy. I rucham, rucham, i rucham. Ekspedientki. Kelnerki. Pokojówki. Mężatki. Matki. Murzynki z Haiti, Mozambiku, Jamajki. Francuzki. Amerykańskie turystki. Studentki z Rosji, Chin, Japonii, Szwecji, Chile, Indii i Kuby. Gołe czarne dupy z Paradis Latin, slodkie cipki z Crazy Horse. Siedem czarnoskórych modelek Saint Laurenta – pożerają mnie mięsistymi, ciężkimi jak nasączona gąbka ustami. Żonę właściciela stacji benzynowej. Dziewczynę z recepcji. Tę, co myje gary w Route Mandarine. dzieciatą mężatkę z wielką szramą na twarzy. I wszystkie, które uśmiechają się do mnie w kawiarniach, kiedy je mijam w drodze do toalety.

Wielbiciel

Jest w tym zachwycie niesamowita otwartość i chłonność na nowe, jest docenienie oryginalności każdego ludzkiego genotypu, każdej niedoskonałości czy cechy osobniczej, jak chociażby w scenie seksu z olbrzymką spotkaną w Karachi , która w żaden sposób go nie odrzuca, nie obrzydza, a wprost przeciwnie – fascynuje w swojej wyjątkowości.

Sterczące poziomo cyce są wielkie niczym wymiona, ręce grube jak moje udo. Dłońmi udusiłaby mnie z łatwością. Przedziwne ciemnoblond włosy, sięgające do dupy, splecione są w warkocz, który gruboscią nie ustępuje pytonowi. Pośladki i biodra ma rozrośniętę jak młoda klacz. Uda mógłbym objać co najwyzej oburącz jak pień drzewa. Nosi buty rozmiar piętnaście, a lono ma wielkosci mojej głowy. 

A wszystko jest tak doskonale proporcjonalne, tak skończenie harmonijne, jak w nienaturalnej wielkości Wenus z Milo. Jest przecież olbrzymką.

Jest w tym również jednak pewne zgorszenie, wywołane brakiem hierarchii, zrównaniem piękna i brzydoty, zapachu i smrodu, niemożność rozczarowania. W efekcie żadna ze spotkanych kobiet nie jest najważniejsza – matki jego trojga dzieci, doskonałe i oddane kochanki zajmują w tym doświadczeniu podobny status, co przelotne romanse bez twarzy i imienia. Seks to seks. Siła natury, instynkt, chęć przedłużenia życia, spazm. Psychologia i zasady, tym bardziej wszelki opór, to twory podłej cywilizacji.

Zwierzę

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, jaki byłby człowiek bez całego bagażu cywilizacji, to Kinski jest jedną z możliwości. Współczesny dzikus, który pieprzy w drgawkach, do skrajnego wycieńczenia, by po odbytym stosunku, poszukać kolejnej samicy, i kolejnej, i kolejnej. Dla którego równie naturalna jest przyjemność, jak i ból, rozkosz i gwałt. Nie ma stanów pośrednich, powolny waniliowy seks to szczyt perwersji.

Zazwyczaj seks sprowadza się do szybkiego, choćby wielogodzinnego numeru, po którym aktor puszcza się w kolejną pogoń za nową samicą. Paradoksalność tej sytuacji wynika z zupełnie innego ustawienia systemu wartości dla kultury człowieka. Kinski przywiązuje do seksu podobną rolę jak ssak, tzn. kieruje się instynktem, a nie jakąkolwiek racjonalną oceną, daje z siebie wszystko, bo seks ma dla niego podobny status jak trzęsienie ziemi czy erupcja wulkanu, jest dziełem natury, potężnym i nieprzewidywalnym w swoich skutkach, a zarazem całkowicie pospolitym, jeśli spojrzy się na niego z perspektywy natury. Kinski pozbawiony jest sentymentu, samokontroli, romantyzmu. Jedynie kobiety, które zapłodni, warte są uwodzenia, adoracji – godów. Gdy dziecko zaczyna dorastać – jest już zazwyczaj z inną partnerką.

Człowiek

Dla wielu ludzi postać Kinskiego to zwierzę. Sam z resztą tak się określał. Ile w tym więc samokreacji, która tak pogardzał, a ile prawdy? Dla Herzoga był jedynym znanym mu geniuszem. Tak się kreował, wyszydzając prawie wszystkich innych samców i opisując stany uwielbienia, wręcz ubóstwienia ze strony samic. Na pewno stworzył niepowtarzalnego bohatera literackiego, niezrównanie opisał jego seksualność, dał niezwykły wgląd w życie celebrytów przed #metoo, i opisał wiele mrocznych aspektów nie naszej zwierzęcości, ale trudnego człowieczeństwa.

Ocena: 7/10

Dodaj komentarz

*