Afrodyzjak zewnętrzny albo Traktat o biczyku

 

François Amédée Doppet, Afrodyzjak zewnętrzny albo Traktat o biczyku. Dziełko medyczno-filozoficzne z dodaniem rozprawy o wszystkich środkach podniecenia miłosnych rozkoszy oraz z katalogiem afrodyzjaków, przeł. Krzysztof Rutkowki, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2012.

 

Afrodyzjak zewnętrzny to nic innego jak bicz – rzemień lub skręcony sznur przytwierdzony do trzonka, służący do chłostania. Przedmiot, który dziś się tak spospolitował, niegdyś cieszył się szalonym powodzeniem najróżniejszych środowisk. Przynajmniej dwie główne religie, islam i chrześcijaństwo, uznawały biczowanie za środek do samooczyszczenia, dzięki czemu każdy gorliwy wyznawca posiadał własny egzemplarz. Katolicy zawdzięczają go świętym pustelnikom z III wieku, ale jego kariera przez stulecia wzrastała. W XI wieku biczowanie lansowano nawet jako formę pokuty, którą spowiednicy nakazywali równie często, co w dzisiejszych czasach „Zdrowaś Mario”. Swój punkt szczytowy chłosta miała w XIII i XIV wieku – wtedy to ukuto dla niej termin „flagellomania”. Gdy jednak wierni przekroczyli granice dewocji w stronę umartwienia i mniejszego przywiązania do instytucjonalnego Kościoła, praktyka ta została w końcu zakazana.

Bat, bacik, bicz, biczyk

„Bat (bacik, bicz, biczyk, batog, bizun, korbacz, kańczug, bykowiec, harap, pejcz, dyscyplina, nahaj i nahajka, knut, szpicruta) nie jest wyłącznym wynalazkiem Europejczyków. Trudno znaleźć kulturę, która go nie zna” – pisze w posłowiu książeczki tłumacz Krzysztof Rutkowski. A znajomość z biczykiem niejedno ma imię. W XV wieku Pico della Mirandola stworzył pierwsze znane świadectwo seksualnego sadomasochizmu, opisując mężczyznę, który nie był w stanie zaznać spełnienia seksualnego, o ile nie został zbity do krwi biczem wymoczonym w occie. I choć chłosta trzcinką albo witkami między XVI a XX wiekiem stanowiła powszechnie akceptowany instrument pedagogiczny, jego skutki wykraczały szeroko poza cele wychowawców, co świetnie oddał jeden z kluczowych teoretyków oświecenia – Jan Jakub Rousseau:

W tym bólu bowiem, wstydzie nawet, znalazłem domieszkę zmysłowej rozkoszy, której wspomnienie, silniejsze od obawy, budziło we mnie raczej chęć doznania jeszcze raz tych samych wzruszeń z tej ręki.  (…) Któż by uwierzył, że ta dziecinna kara, otrzymana przez ośmioletniego chłopca z rąk trzydziestoletniej panny, rozstrzygnęła o mych upodobaniach, pragnieniach, namiętnościach.

Chłosta

Innymi słowy wyraził to współczesny polski klasyk – Andrzej Stachursky:

chłosta…chłosta chłosta
zianie…zianie zianie
viagra…viagra viagra
jaranie…jaranie jaranie

I właśnie o tym subwersywnym zastosowaniu biczyka traktuje „Afrodyzjak zewnętrzny”, urocze dziełko XVIII-wiecznego lekarza, pisarza, polityka i żołnierza francuskiego, który odważnie jak na swoje czasy zdecydował się rozprawić z tematem. Próbuje on w naukowy sposób wyjaśnić, dlaczego flagellacja podnieca do miłości. Szkopuł tkwi w ówczesnym stanie wiedzy na temat miejsca produkcji nasienia – i sytuowaniu go w okolicach lędźwi, które solidnie okładane, wzmagają pracę nad spermą. „Na skutek chłosty natura się rozgrzewa, nerwy drażnią”.

HTSZ!

Biczowanie okazuje się doskonałym afrodyzjakiem zewnętrznym, pomocnym zarówno dla natur nazbyt ochoczych jak i tych – ze względu na starszy wiek – mniej pobudliwych. Z tych właśnie powodów jest też czynnością całkowicie naganną dla kleru (autor wyszydza hipokryzję samoumartwiających się zakonników), jak i błędną w celach wychowawczych dzieci i młodzieży (skutek odwrotny od zamierzonego). I o ile założenia omawianego dziełka, na podstawie których autor wnioskuje o użyteczności biczyka, okazały się fałszywe – wnioski do dziś są jak najbardziej aktualne.

Dla miłośników afrodyzjaków informacja, że poza traktatem o biczyku, książeczka zawiera również katalog afrodyzjaków i kilka przepisów na pożywne powidełka, a także galerię 40 obrazków, przedstawiających różne obrazy flagellacji od XV do XX wieku w wyborze wydawcy.

HTSZ!

 

Ocena: 6/10

Dodaj komentarz

*