Coś dla rzemieślników

Gloria G. Brame, William D. Brame, Jon Jacobs, Inna rozkosz. Świat dominacji i uległości seksualnej,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2013.

Ponoć nagroda za stworzenie nowej oryginalnej dewiacji, ufundowana przez cesarza Heliogabala, po blisko 2000 lat nadal nie została zdobyta. Parafilie są tak stare jak i sama ludzkość. Dzięki coraz większej wiedzy medycznej na ich temat, wiemy że są powszechne, niezakaźne, a co więcej – w zdecydowanej większości nieszkodliwe. Internet ułatwił ich reprezentantom wzajemne poznanie, wymianę informacji, tworzenie grup wsparcia. Dzięki temu dowiedzieli się, jak liczni naprawdę są. Niemniej jednak rzadko który urofil czy autonepiofil wystawia głowę z szafy. Właściwie dlaczego? Jednym z głównych powodów jest nasza znikoma wiedza na temat seksualności, a tym bardziej seksualności innej niż ta uznawana za normatywną. Winnym jest to, że jedyną świadomość, jaką mamy czerpiemy albo z badań klinicznych, prowadzonych na osobach wymagających leczenia, albo z popkultury, która często nijak się ma do Sceny BDSM. „Termin sadomasochizm obciążony jest negatywnymi konotacjami. Każda ciesząca się złą sławą jednostka w historii nazywana była sadystą, każda ludzka wycieraczka – masochistą”wyznaje jeden ze zwolenników S/M. A co ma dopiero powiedzieć miłośnik złotych deszczy czy ten podniecający się noszeniem pieluch?

Autorzy książki „Inna rozkosz” wykonali tytaniczną pracę, by na blisko 600 stronach opisać różnorodność form seksualności zaliczanych do jednego worka BDSM. Znajdziemy tu rozdziały na temat ogólnych założeń subkultury, ale też bardziej szczegółowe poświęcone przyjemnościom niewygody (klapsy, chłosta, wiązanie), indywidualizowaniu ciała (gorsety, piercing i skaryfikacja), przemieszczeniu pożądania (fetyszyzm, przebieranki) czy tajemnicom płynów (złote deszcze, lewatywy), które wpisują się z różnych powodów w szerokie spektrum dominacji i uległości. Ta wydana na początku la 90-tych w USA (w Polsce ukazała się dopiero w 2013 r.) pozycja zyskała dziś status biblii nie tylko dla zwolenników S/M, bowiem trójka autorów wykonała genialną robotę redakcyjną, uławiającą waniliowym kochankom najłagodniejsze jak tylko możliwe wprowadzenie w temat.

Kolekcja Richarda Freiherra von Krafft-Ebinga (XIX wiek)

Jak zbudowana jest ta książka?

„Inna rozkosz” to książka, która urabia swojego czytelnika niczym doświadczony fizjoterapeuta zbolałe ciało. Zaczyna od wyjaśnienia kontraktu (podstawowych terminów i zasad), następnie delikatnym masażem wprowadza powoli w świat dominacji i uległości, jeszcze nie na podstawie konkretnych przykładów, ale ogólnych filozoficznych, psychologicznych i społecznych uwarunkowań. Potem zaczyna skupiać się na wybranych grupach mięśniowych, od tych najbardziej neutralnych (jakieś klapsy, przebieranki), przechodząc powoli do coraz bardziej napiętych i bolesnych (krępowanie ciała, crossdressing). Gdy natrafia na miejsce wyjątkowo trudne (takim był dla mnie rozdział poświęcony lewatywom i złotym deszczom), poświęca mu należytą uwagę, rozmasowując nieprzyjemne doznanie poprzez wyjaśnianie, ukazanie szerszego historycznego kontekstu jak i ogólnego społecznego funkcjonowania.

Każda parafilia przedstawiona jest najpierw opisowo (kto to robi, dlaczego to robi i co mu to daje), a następnie głos oddany zostaje praktykom. Autorzy przeprowadzili prawie 200 wywiadów zarówno z osobami zaangażowanymi w BDSM hobbystycznie (jako pikantny dodatek do małżeńskich doświadczeń), jak i tymi, dla których to styl życia czy nawet praca (zawodowe dominy, właściciele magazynów S/M i firm produkujących gadżety). Wyłania się z nich nowy obraz praktyków, w którym przyjemność seksualna opisana jest w szerszym kontekście codziennego życia oraz przede wszystkim z ich własnej perspektywy. I chociaż na pierwszych stronach książki znajdziemy dziwne odautorskie ostrzeżenie z gatunku „Nie próbuj tego w domu”, BDSM zaczyna się jawić się jako „przemyślana i kontrolowana forma wyrazu dorosłej seksualności”, która ma wiele do zaoferowania również tym, którzy nigdy nie interesowali się bólem czy dominacją.

Kolekcja Richarda Freiherra von Krafft-Ebinga (XIX wiek)

No dobrze, ale to boli …

Obraz subkultury, jaki znamy z „9 i 5 tygodnia”, „50 twarzy Greya” czy powieści Sade’a niewiele ma wspólnego z BDSM. Albo inaczej – ma tyle, ile gwałciciel ma wspólnego z typowym heteroseksualistą. Nic dziwnego, że kojarzy się ze źle rozumianym sadyzmem i cierpieniem. Winna jest nie tylko popkultura, ale również język. W polskim i angielskim nie ma bowiem rozróżnienia pomiędzy łamiącym prawo sadystą, który czerpie przyjemność z cierpienia ofiary, a sadystą seksualnym, który poszukuje miłosnego spełnienia z chętnymi i wyrażającymi zgodę partnerami. Sadysta pytający o zgodę partnera? Tak, bowiem celem zdecydowanej większości zwolenników S/M, tak jak zwykłych waniliowych kochanków, jest przyjemność a nie cierpienie. Tyle że o ile ból dla większości osób jest nieprzyjemny, partnerzy sadystów potrafią go erotyzować i wykorzystać na potrzeby własnego spełnienia.

Ludzie niezaangażowani w S/M zdają się nie rozumieć, że choć zadajesz ból, to jest to ból-przyjemność: nikt tak naprawdę nie chce doznawać faktycznego bólu. (Jean L.)

Z obu stron mamy więc do czynienia z doświadczeniem bólu, które jest pożądane ze względu na wzmocnienie rozkoszy. BDSM-owcy przypominają, że w prawdzie ciało odczuwa bodźce, jednak to mózg je interpretuje, a każdy indywidualnie mapuje na nim swoją przyjemność. Ponieważ jednak ból jest czymś fizycznie realnym, stopniowalnym i indywidualnym, członkowie subkultury bardzo dbają o podstawowe zasady. Powszechnie przyjmowane credo: bezpiecznie, świadomie i konsensualnie, rozwija standardowe reguły bezpiecznego seksu.

Kolekcja Richarda Freiherra von Krafft-Ebinga (XIX wiek)

BDSM to nie tylko S/M

Jestem sadystką. Lubię to stwierdzać. Nigdy nie reklamuję się jako dominująca. Zawsze jako sadystka. Sadyzm ma charakter fizyczny. W dominacji widzę raczej kontrolę psychiczną. (Cleo Dubois)

Zdecydowana większość wywiadów dotyczy jednak nie tyle doświadczania/zadawania bólu, ale zmiany relacji władzy. W tym sensie znacznie rozszerzona zostaje cała przestrzeń seksualności od aktywności fizycznej do domeny psychiki – intelektualnej gry podporządkowania i kontroli, budowania napięcia, poszerzania granic… Seksualność staje się sceną gry. Ból pojawia się w tym kontekście nawet nie jako główna składowa, ale dodatek do znacznie bardziej rozbudowanej aktywności. Liczba możliwych kombinacji i praktyk wydaje się nieskończona, od tradycyjnej chłosty i krępowania ciała przez przebieranie za dzieci lub noszenie gorsetu po lizanie stóp, bycie ludzkim podnóżkiem czy zakaz odzywania się bez pytania. Od jednorazowego numeru przez trwałe układy dominującego i uległej 24/7 po kilkudziesięcioletnie związki.

Większość teoretyków i praktyków BDSM twierdzi, że każdy z nas ma do czynienia z różnymi relacjami władzy zarówno na co dzień, jak i w intymnych relacjach, zaś wejście w świadomą relację BDSM pozwala przepracować rzeczy nie do końca uświadomione i kontrolowane, stworzyć bardziej szczerą i bezkonfliktową relację, a nawet odnaleźć się w relacjach społecznych.

Wydaje mi się, że mielibyśmy mniej rozwodów, gdyby partnerzy od samego początku rozmawiali na temat dynamiki władzy. Ludzie mówią o domu, w jakim chcieliby żyć, o jedzeniu, które lubią, o wspólnych zainteresowaniach, jednak kluczowe pytanie brzmi: w jaki sposób podzielona zostanie w związku władza. (Michael V.)

Kolekcja Richarda Freiherra von Krafft-Ebinga (XIX wiek)

Abecadło BDSM

De facto nazwa BDSM odwołuje się jedynie do kilku zagadnień z szerokiego spektrum różnych aktywności oraz tożsamości seksualnych, przypisywanych do tej subkultury. Wizerunek odzianego w skórę mężczyzny okładającego pejczem pośladki klęczącej i skrępowanej kobiety to jedynie jedna nawet nie 50, ale 500 czy 5000 twarzy BDSM.

Istnieje bondage, który cię rozciąga – podwieszanie na specjalnych stojakach, podwieszanie do góry nogami, zawieszanie ciężkich rzeczy na kończynach. Istnieje bondage, który cię ściska. Istnieje bondage, który cię izoluje i odcina, podobnie jak deprywacja sensoryczna, a także taki, który cię podłącza. Krępowanie to kolejna forma bondage. Zaczęłam uważać, że łączą się z nim również gorsety: ściskają, wiążą i gniotą. (Cleo Dubois)

Ich wspólnym mianownikiem jest doznawanie/zadawanie bólu-przyjemności i/lub wykorzystanie relacji władza/uległość. Wspólnym mianownikiem jest również to, że prawie nikt z zabierających głos osób nie chciał być odmienny, nie szukał swojego fetyszu, ani nie cieszył się z odkrycia, że kręcą go np. damskie ciuszki. Niemniej podobny schemat historii bardzo wielu osób w tej książce pokazuje, że seksualność kształtuje się niezależnie od naszej woli pod wpływem najróżniejszych bodźców i wokół wszystkich części ciała, a nawet przedmiotów zewnętrznych. Ktoś opowiada, że wychłostała go seksowna nauczycielka w szkole, ktoś inny pierwszych doznań miłosnych doświadczył podczas zapasów z kolegą, jeszcze ktoś skojarzył pierwszą masturbację z zapachem przepoconej szatni itd. itp.

Każdy ma swoją jasną i ciemną stronę. BDSM oznacza pogodzenie się z poszukiwaniem swoich granic. Dlaczego coś nas odrzuca? Dlaczego inne rzeczy nas przyciągają? (Max)

Zazwyczaj nie mamy wpływu, jak rozlokują się nasze mapy miłości, a zamiast wypierać nieakceptowane społecznie formy gratyfikacji seksualnej, jedyne co możemy zrobić to poznać i zaakceptować siebie takimi, jacy jesteśmy. W „Innej rozkoszy” przewija się motyw trudnego dorastania, tkwienia w szafie, poczucia izolacji i wstydu, ale historie te pokazują również, że wystarczy jedno czasopismo czy książka poświęcona danej tematyce, by zrozumieć, że każda fiksacja ma swoich miłośników. Przewija się tu motyw lektury, która z jednej strony pokazuje, że nie jesteśmy sami, bo inni podzielają nasze „mroczne” fantazje, ale co ciekawsze – często to książka poprzez dostarczenie wyobraźni materiału, pozwala te fantazje odkryć.

Byłam wtedy w związku małżeńskim, a mój mąż dostał kopię Historii O. Leżeliśmy razem w łóżku i czytaliśmy ją sobie. Mocno do mnie przemówiła. Wtedy po raz pierwszy w pełny sposób wykształciły się we mnie fantazje S/M, jednak ograniczały się wyłącznie do królestwa wyobraźni. (Jean L.)

Kolekcja Richarda Freiherra von Krafft-Ebinga (XIX wiek)

Co waniliowy kochanek powinien nauczyć się z BDSM?

Wbrew pierwszym intuicjom – wiele. Po pierwsze waniliowy kochanek może zacząć od zasad bezpiecznego seksu, każdorazowo otrzymywanej zgody nie tylko na sam seks, ale również jego elementy oraz ustalenia haseł bezpieczeństwa (kiedy seks ma być bezwarunkowo przerwany). Po drugie – akceptacji swojej seksualności, jakkolwiek nie byłaby ona nienormatywna, tak długo jak nie jest niebezpieczna dla siebie lub innych, powinna być źródłem przyjemności a nie cierpienia. Po trzecie – otwartości na poszukiwania. Nieoczywiste są bowiem źródła przyjemności i oporu. Dla mnie czymś najbardziej odrzucającym w książce okazały się … gorsety. Dodam, że nie zwyczajny ciuszek, kupowany w seks shopie, ale technika modyfikacji ciała do pożądanego wyglądu w rodzaju Polaire czy Anny Held. Z drugiej strony poszukiwania mogą doprowadzić do naprawdę nieoczekiwanych odkryć.

W miarę wcześnie odkryłem, że mogę mieć wiele orgazmów, a także, że potrafię doznawać orgazmu bez wytrysku, jak również mieć wytrysk bez orgazmu. Orgazm jest możliwy na wiele sposobów odmiennych od tradycyjnego rozumienia tego, jak to wszystko działa. Dochodziłem nawet od ssania mych małżowin usznych! Moja koncepcja pochodzi od pewnego gościa na wózku. (Mr. Happy)

Po czwarte – akceptacji innych. W książce nie brakuje pięknych dowodów miłości – partnerów lub partnerek, którzy/które choć sami/e nie zainteresowani/e BDSM, dla ukochanych przekroczyli/ły Rubikon, by znaleźć tam wspólną przyjemność. Po piąte wreszcie – lepszej komunikacji, dzięki której łatwiejsze będzie zarówno wyrażanie własnych pragnień i uczuć, jak i dyskutowanie ich z partnerem. Ilu waniliowych kochanków rozmawia o seksie z partnerem/partnerką? Więcej, ilu jest w stanie opisać swoją seksualność, tak jak robią to praktycy BDSM. Poniżej zaledwie fragment jednej z wielu kilkustronicowych wypowiedzi:

Uważam się za osobę homoseksualną. Słowa lesba, lesbijka wydają mi się zbyt formalne. Dokładnie rzecz ujmując, jestem przede wszystkim sadomasochistką. Nazywając się w ten sposób, definiuję swój styl życia jako skoncentrowany wokół sadomasochizmu. (…) Zamieniam się rolami, jednak przychodzi mi to ciężko z tą samą osobą. Doświadczam dominacji i podległości na zupełnie innych poziomach. Jeżeli chodzi o wrażenia zmysłowe, jestem masochistką. Podnieca mnie ból. Jednak pod względem emocjonalnym niesamowicie nakręca mnie kontrola. (Laura Antonio)

Chłopiec do bicia

Dzięki takim pozycjom jak „Inna rozkosz”, BDSM z popularnego chłopca do bicia ma szansę stać się szlachetnym młodzieńcem. Poza demistyfikacją narosłego licznymi bajkami tematu, otrzymujemy bowiem kopalnię wiedzy o seksualności jako takiej. Nie seksualności, która najpierw rozwija się w milczeniu (cisza wokół seksu w dzieciństwie), by w wieku dorastania stać się przestrzenią dla różnych huraganów i zawieruch, we wczesnej dojrzałości przekuć w jedyną słuszną i akceptowalną formę, a następnie stać się trybuną dla różnej maści ideologów i moralistów. Ale seksualności zindywidualizowanej, starannie sprawdzanej, komunikowanej, poznawanej wśród grup podobnych osób, świadomie rozwijanej przez całe życie, wyrażanej i negocjowanej z partnerami.

Myślę o S/M jako o wysoko rozwiniętej i bardzo samoświadomej formie seksualności. (Robin Young)

To oczywiście utopia. Jednak kto nigdy nie dał/otrzymał klapsa w łóżku (i mu się to nie spodobało), niech pierwszy rzuci kamieniem!

 

Ocena: 9/10

Dodaj komentarz

*