Dlaczego pornografia?

Pamiętam jak za mojego życia zmieniało się powszechne podejście Polaków do jedzenia. Ot, zwykła potrzeba fizjologiczna na przestrzeni lat stała się jednym z najbardziej popularnych tematów. Zaczynaliśmy od siermiężnych lat PRL-u, gdy trufle zastępowano pieczarkami, istniał jeden program kulinarny, a kucharzem zostawało się po technikum spożywczo-gastronomicznym. Stopniowo zaczęły pojawiać się nowinki z Zachodu (pizza, spaghetti napoli), podróże a wraz nimi nowe dania na polskich stołach, programy kulinarne i książki kucharskie. Wraz z bogaceniem się społeczeństwa i dostępem do dóbr, nasze gusta ewoluowały. Dziś kucharze są celebrytami, każda stacja w swojej ramówce chwali się programami kulinarnymi, a półki sklepowe uginają się od różnorodnych produktów i książek. Zmieniły się składniki i przepisy (wiedza), jadłospisy (różnorodność), umiejętności i język (ach te skwierczące skwareczki z kandyzowaną cebulą na chrupiącym chlebku), przede wszystkim zmieniły się styl i jakość życia. Nikt nie zacznie posiłku w dobrej knajpie bez zrobienia zdjęcia. #foodporn na stronach ze zdjęciami stockowymi jest popularniejszą kategorią niż #porn

No właśnie, a co z #porn? Czy – zostając przy metaforze kulinarnej – wystarczy nam podstawowa wiedza, co jest jadalne a co grozi zatruciem, siermiężne PRL-owskie poradniki i #foodporn w internecie? Czy potrzeba fizjologiczna, jaką jest seks, nota bene niezbędna do przetrwania gatunku, zasługuje jedynie na fast foody? Co z różnorodnością i jakością doświadczeń, co ze sztuką gotowania i podawania dań, co z językiem kulinariów? Wreszcie, co z jakością naszego życia, w którym odgrywa tak kolosalną rolę?

Po co porno-grafia.pl?

Po pierwsze pornografia to forma reprezentacji ludzkiej seksualności. A seks – jak dobrze wiemy – polega na kontakcie genitaliów, więc nie będę tu zajmować się erotyzmem jako zgrabnym ucięciem tematu lub zawoalowaną zasłoną. Za to przyjrzę się bacznie reprezentacjom seksu w literaturze polskiej oraz anglojęzycznej, tak popularnej jak i pięknej, tworząc Bibliotekę pornografii.

Po drugie – wierzę że seksualność to coś więcej niż posiłek, że seks – jak pisała Sontag – „należy, przynajmniej potencjalnie, do raczej skrajnych niż zwykłych doświadczeń ludzkości”, które „nawet na poziomie zwykłego doznania fizycznego bardziej chyba przypomina atak epilepsji niż spożywanie posiłku czy rozmowę”. Że w sferze jej zainteresowań znajduje się uwikłanie człowieka we własną cielesność, niemożność ustalenia wyraźnych granic między wnętrzem a powierzchnią, ja i innym, przyjemnością i bólem, wolą i poddaniem, tak kluczowych dla pornograficznego gatunku. Wreszcie, że jest źródłem poznania.

Po trzecie – pornografia niejedno ma imię. I choć większości kojarzy się jednoznacznie z filmikami na pornhubie, odrobina wysiłku wystarczy, by przypomnieć frywolne fraszki Kochanowskiego i Morsztyna, starożytne rzeźby znalezione w Pompejach, komiksy hentai czy „Imperium zmysłów” (reż. Nagisa Ōshima). W rezultacie dociera do nas, że pornografia to jeden z najstarszych i najbardziej różnorodnych ludzkich wynalazków, który w XX wieku społeczeństwo lekką ręką oddało branży porno. A niesłusznie, bo pornografia to również domena sztuki i codziennej aktywności człowieka. To literatura piękna i beletrystyka, to komiksy i ilustracje do książek, to poradniki, reportaże i książki historyczne – wszystko to mieści się w worku „pisania o nierządnicach lub nierządzie”. Postaram się pokazać na Blogu co ciekawsze literackie kwiatki.

Po czwarte – chcę raz na zawsze odrzucić popularne twierdzenie, jakoby język polski – ze względu na przemożną obecność wyrażeń anatomicznych lub obscenicznych – nie nadawał się do reprezentacji seksualności. Nadaje się i to świetnie – wystarczy w tym celu sięgnąć po niektóre polskie tłumaczenia klasyki pornografii światowej (np. Historia oka, tłum. T. Komendant czy Sexus, tłum. Lesław Ludwig) albo zajrzeć do działu Słownik, gdzie będę kolekcjonowała co ciekawsze i jędrniejsze określenia.

Wreszcie po piąte – fakt, że literatura „porusza” ciało poprzez wywoływanie łez, śmiechu czy „gęsiej skórki” nie budził nigdy tak dużych kontrowersji, jak możliwość pobudzenia seksualnego. Konieczna stała się klasyfikacja „pożądanych” i „niepożądanych” reakcji, raporty o wpływie pornografii na zachowania agresywne, demoralizację, kwestia tabu i cenzury. Do dziś żaden naukowy raport nie wykazał jednoznacznie negatywnych skutków pornografii na dorosłego człowieka. Jednak jeżeli ktoś obawia się pornografii i swoich niepohamowanych reakcji, ta strona nie jest dla niego. Jeśli nie, chętnie wskażę owe „poruszające” Fragmenty.

Jeśli nie byłoby żadnych ograniczeń w seksie, tak w życiu jak i literaturze, jeśli wolność seksualna nie byłaby traktowana jako raj dla radykałów albo czyściec dla konserwatystów – jeśli seks byłby czymś oczywistym, jak inne neutralne aktywności, np. jedzenie czy pływanie, wtedy może powietrze byłoby wystarczająco przejrzyste, by pytanie o seks w literaturze mogło stać się pytaniem czysto literackim, a nie polem bitwy w kwestiach moralnych i społecznych. Jeśli seks byłby wolny nie miałby nic wspólnego z ideą wolności[1].

[1] W. Phillips, Writing About Sex, [w:] D. A. Hughes, Perspectives on Pornography, New York 1970, s. 210.