Seksualność w średniowiecznej Europie

Książka o seksie w średniowieczu

Ruth Mazo Karras, Seksualność w średniowiecznej Europie, PIW, Warszawa 2012.

Średniowieczna seksualność w mojej głowie sytuowała się zawsze gdzieś między Tristanem i Izoldą, a Gargantuą i Pantagruelem. Czyli między wyfiokowanymi obyczajami dworskimi, w których najwyższą formą zbliżenia było dotknąć koniuszka chusteczki damy, a ludowym karnawałem, gdzie każdy chędożył się z każdym, a poród mylił się z zaparciem. Z jednej strony średniowiecze było więc domeną ascezy, zakonów i nowych norm czystości, narzuconych po rzymskim rozpasaniu europejskiej kulturze, z drugiej zaś okresem, w którym łoże współdzielone było ze wszystkimi członkami rodziny, wierzono, że czarownice kradną mężczyznom potencję, a nowożeńcy przy wszystkich gościach weselnych udawali się nago do sypialni.

Czytaj dalej

Maja Berezowska

Maja Berezowska w pamięci powszechnej zapisała się jako wyborna ilustratorka arcydzieł literatury staropolskiej (Reja, Kochanowskiego, Potockiego), współczesnych fraszek i satyr (Sztaundynger, Samozwaniec) oraz – jak przypomniał ostatnio film Marii Sadowskiej – pierwszego wydania „Sztuki kochania”. Jej lekki konturowy rysunek piórkiem lub tuszem, podmalowany akwarelą, kojarzy się przede wszystkim ze scenkami obyczajowymi, przedstawiającymi młodych kochanków w kostiumach lub – jeśli mowa o czasach współczesnych – bez. Postaci ujęte są zawsze w ruchu, „podpatrzone w sposób ironizujący, ale nie złośliwy”. Młodzi blond efebowie adorują kapryśne współczesne boginie, które przeciągają moment konsumpcji, by jak najdłużej smakować chwilę. Gdzieś w tle Eros napina łuk, obnażane jest ciało, pierwsze pocałunki zostają przyjęte…

Czytaj dalej

Najlepsze okładki „Lolity” Vladimira Nabokova

Projekt David Gee

Jeśli kiedykolwiek istniała książka, której okładki tak bardzo nie pokrywały się z treścią, to jest nią „Lolita” . Od pierwszego wydania z 1955 roku minęło ponad 60 lat. Jak policzył Dieter Zimmer, twórca internetowego projektu „Covering Lolita”[1], zbierającego w jednym miejscu okładki „Lolity”, ukazało się ich ponad 500, z których co druga jest oryginalna. Gdyby jednak przyjrzeć się bliżej tej klęsce urodzaju, naprawdę niewielu (zaledwie kilku?) udało się z sukcesem oddać głębię i złożoność powieści. Dlaczego tak się stało?

John Bertram i Yuri Leving przygotowali świetną antologię tekstów poświęconych okładkom „Lolity”, powieści Nabokova i samej sztuce projektowania. Tropią błędy i przekłamania niektórych edycji, zwracają uwagę na błędy czysto estetycznej oceny projektu, złożoność warstw literackiego tekstu i ich nieprzekładalności na język wizualny, nawet jeśli u źródeł „Lolity” tkwił obraz w głowie Nabokova:

„Od obrazu… Nigdy nie zaczynam od idei, ale zawsze od obrazu… Staram się odtworzyć dokładnie wszystko, co widziałem przez mgnienie oka… To długa i żmudna praca”.

Pierwsze wydanie książki: Olimpia Press, 1955 r.

Wbrew pozorom brak ilustracji czy blurbów nie oznacza, że okładka niczego nie komunikuje: „W oliwkowo-zielonej serii Traveller’s Companion, gdzie nacisk położony jest na nazwę serii, Olimpia Press mogła zrezygnować z blurbów. Przesłanie było jasne: Wiesz już, że w tych zielonych okładkach znajdziesz kolejną lubieżną książkę” (Dieter Zimmer).

 

Wydanie Gallimarda, 1963 r.

Ta okładka nie mogła przypaść Nabokovowi do gustu. Swojemu wydawcy pisał bowiem wyraźnie: „Właśnie otrzymałem pięć projektów i zgadzam się z tobą, że żaden nie jest zadowalający … Chcę czystych kolorów, rozpływających się chmur, dokładnie narysowanych detali, słońca nad oddalającą się drogą ze światłem po deszczu odbijającym się w koleinach. I żadnych dziewczynek”.

 

Tureckie wydanie, 1959 r.

To na pewno nie jest dziewczynka. Jak zauważył Nabokov nie wiadomo, kto z tej pary jest starszy…

 

Wydanie szwedzkie, 1957 r.

Lolita zgodnie z oryginałem ma kasztanowe włosy (o czym wkrótce wszyscy zapomną), wydaje się młoda (gdyby nie podkreślony biust), niemniej postulat Nabokova „żadnych dziewczynek” miał głębsze uzasadnienie niż tylko lęk o niewłaściwą konkretyzację wizji pisarza.

 

Wydanie Penquina, 2000 r.

Jak pisała Mary Gaiskill o książce Nabokova: „Jesteśmy świadkami przestępstwa; co więcej, jesteśmy świadkami, których to przestępstwo uwodzi, dzięki zasadzkom, kadencji zdań, geniuszowi Nabokova, które nie pozwalają nam się po prostu odwrócić…

 

Wydanie Gallimarda, 1990 r..

… Piękne obrazki miękko oświetlonych Lolit na okładkach książek zdają się pełnić funkcję odwrotną: redukują nasze oburzenie i mieszane uczucia (a tym samym zmniejszają efekt głównej tezy książki). Są one okładkami-projektami analogicznymi to gwiazdek porno w szkolnych mundurkach (…)

 

Amsterdam, ok. 1970 r.

… Mundurek w tym przypadku jest po prostu kolejnym symbolem, który utracił oryginalne znaczenie. A przez wielokrotne używanie stał się bez znaczenia. Nie reprezentuje już niewinności; w związku z tym nie może również reprezentować upadłej niewinności”.

 

Wydanie tureckie, 1974 r.

Christopher Hitchens opisał kiedyś, jak bardzo zmienił się jego stosunek do książki: „Kiedy po raz pierwszy czytałem powieść, nie miałem za sobą doświadczenia posiadania dwunastoletniej córki… Ośmielę się powiedzieć, że zachichotałem bezczelnie, gdy po raz pierwszy przeczytałem fragment ‘Jak słodko było przynieść jej kawę, a potem odmawiać, dopóki nie wykona swojego porannego obowiązku’. Ale gdy czytałem to kolejny raz, zmroziło mnie”.

 

Nowy Jork, 1974 r.

„Jak właściwie zwizualizować Lolitę? Humbert opisuje 12-letnią Lolitę ze sportową fryzurą „kasztanowych włosów”; to zupełnie inne stworzenie niż paratekstowa reprezentacja Lolity jako blond nastolatki. W powieści Lolita zostaje po raz pierwszy zdeprawowana przez Humberta, zmuszona ostatecznie do domowej prostytucji, zanim ucieknie z Quiltym i podda się drugiej deprawacji na jego ranczu”. (Duncan White)

 

Londyn, 1969 r.

Lolita jako obiekt seksualnego pożądania? Za głównego winowajcę uważa się Stanleya Kubricka i jego adaptację powieści z 1962 roku. „Plakaty przedstawiające zdjęcie Sue Lyon w roli Lolity, spoglądającej przez okulary w kształcie serca i uwodzicielsko liżącej czerwony lizak, rozpowszechniły ten obraz na całym świecie”.

 

Warszawa, 2003 r.

Jednym z rozwiązań problemu okładki Lolity jest ilustracja.

 

Mediolan, 1980 r.

Innym rozwiązaniem jest wybór dzieła sztuki, które oderwie interpretację od prostego i często wulgarnego realizmu. Sam Nabokov miał swojego faworyta:

„Współczesnym artystą, którego podziwiam nie tylko dlatego, że namalował postać podobną do Lolity, jest Balthus”.

 

Londyn, 1995 r.

Niemniej za dziewczynkami z obrazów Balthusa przemawia również szereg innych względów:

„Zawsze wydają się podkreślać element surrealizmu.  W żaden konwencjonalny sposób nie mogą być wzięte jako słodkie czy seksowne; stają się erotyczne tylko pod spojrzeniem widza. Każda jest poważna, pochłonięta, enigmatyczna i niepokojąca. A jednak pomimo lub właśnie z powodu ich dystansu wydaje się, że przyciągają pożądliwe spojrzenia – niechętnie i całkowicie nieumyślnie”. (Dieter Zimmer)

 

Projekt Gabriele Wilson

Nabokov we wspomnianym liście do wydawcy podsunął pewne rozwiązanie: „Jeśli nie możemy znaleźć wystarczająco artystycznego i męskiego obrazu w tym rodzaju, zastanówmy się nad nieskazitelną biała okładką z czarnym pogrubionym napisem LOLITA”. W tym kierunku poszło kilku projektantów.

„Strona na okładce Wilson z powtarzanymi Lolitami została zapisana piórem Montblanc, kolejnym fallusem. Tym samym piórem, którego używał Humbert do podpisywania rejestrów setek moteli, hoteli i domów turystycznych. Wilson zwraca uwagę zarówno na manipulowanie czytelnikiem przez Humberta poprzez pisanie”. (Alice Twemlow)

 

Projekt: Peter Mendelsund

„Jest kilka czysto typograficznych okładek, z których większość koresponduje z otwierającą frazą Humberta – jego listem miłosnym do języka i do Lolity – w którym obraca językiem trzy sylaby jej imienia przesuwając go od podniebienia do zębów: „Lo. Lee. Ta”. (Alice Twemlow)

 

Projekt: Matt Dorfman

Tu „Lo – li – ta” w wersji ilustracyjnej.

 

Projekt: Daniel Justi

„Pierwsza grupa okładek wykorzystuje obiekty wspomniane w narracji jako metafory seksu, Lolity lub jednego z tematów powieści (…) Okładka Daniela Justiego wykorzystuje technikę enumeracji Nabokova, ale wizualnie, wstawiając obrazek wkładki wewnątrzmacicznej do kolekcji bardziej odpowiadających wiekowi akcesoriów – tuszu do rzęs, szminki, nogi lalki – i spłaszcza je do postaci elementów typograficznych, liter tytułu”.

 

Projekt: Jennifer Heuer

„Lolita jest książką o Ameryce: młodej, krzepkiej, w kolorowych skarpetkach, z lśniącymi oczami i okrągłymi policzkami, Ameryce „lepkiego gorącego jazzu, potańcówek, lodów z czekoladową polewą, musicali, magazynów filmowych i tak dalej”. To jest Ameryka tablic rejestracyjnych, motelowych kluczy do drzwi, butelek po coca-coli, gum do żucia – młoda, świeża, bezczelna, nieświadoma Ameryka…

 

Projekt: Jennifer Heuer

… Lolita to opowieść o gościu dżentelmenie, który przybywa z wyczerpanego kontynentu, wyczerpanego języka, wyczerpanej literatury, który przyjmuje – jak H.H. swoją wychowankę – nowy język, by go zamieszkać, podporządkować i podbić. To książka o Ameryce i jej języku, czyż nie”? (Peter Mendelsund)

 

Projekt: John Fulbrook

„W powiązaniu z okładkami „odebrane dzieciństwo”, funkcjonują okładki „utracone dziewictwo”, reprezentowane przez wymiętą pościel, zgniecioną i wyblakłą różową wstążkę do włosów, a najbardziej niepokojąco przez muchę siedzącą nad pośladkami, jakby były one częścią przejrzałego owocu. Na tej okładce John Fulbrook przedstawił Humberta jako coś, co nazywa „brudnym pospolitym owadem żerującym na krwi niewinnych”, ideę, którą Nabokov wprowadza wielokrotnie. Gdy Humbert i Lolita wsiedli do jego gorącego samochodu po tym, jak odebrał ją z letniego obozu, dziewczynka „zabiła muchę na swoim cudownym kolanie”. (Alice Twemlow)

 

Projekt: Rachel Berger

Utracone dziewictwo w innej wersji.

 

Projekt: Agata Jakubowska

„Szczególnie podoba mi się rysunek Agaty Jakubowskiej z kreskówkowym, wytryskującym różowym pistoletem wodnym, wykropkowanym jak ukochane komiksy Lolity. Pistolet, zarówno jako przedmiot rzeczywisty, jak i metaforyczny fallus, jest oczywiście kluczowy dla historii – Humbert nosi go w kieszeni przez większość książki, ponieważ staje się coraz bardziej paranoidalny, aż ostatecznie używa go, by zabić rywala a zarazem swoje alter ego. Dwuznaczność między zabawką z dzieciństwa a prawdziwą bronią dorosłego oraz między domniemaną siła, jaką daje właścicielowi, a jego bezsilnością w obliczu uzależnienia od nimfetki, jest wbudowana w to, co na pierwszy rzut oka wydaje się tylko zabawnym obrazem”. (Alice Twemlow)

 

Projekt: John Gall

„Okładki, które jak ta edycji vintage z 2005 roku przedstawiająca zbliżenie wypukłych warg kobiety przypominających wargi sromowe, utrwalają narrację nieobecną w tekście Nabokova: że dwunastoletnie amerykańskie dziecko o imieniu Dolores Haze było owładnięte promiskuitycznym seksualnym apetytem i nabuzowane erotycznymi pragnieniami”. (Ellen Pifer)

 

Projekt: Jamie Keenan

„Niektóre okładki próbują przedstawić obsesję i ukazać nam świat widziany rozmiłowanymi oczyma Humberta. Na okładce Jamiego Keenana, narożnik bladoróżowego pokoju staje się udami Lolity, zwieńczonymi białym trójkątem majtek – lub kawałkiem gzymsu sufitu. Keenan zauważa, że niski kąt widzenia, obraz skrzyżowania ścian i sufitu, implikuje że widz jest w świecie Humberta; jakby leżał na łóżku motelowym” (Alice Twemlow)

 

Projekt: Sam Weber

Ja osobiście bardzo lubię tę okładkę. Odwraca ona uwagę od Lolity, a kieruje ją na samego Humberta, świeżo ogolonego mężczyznę w białym kołnierzyku, jednak ukazanego tak, że żaden pozór nie ukryje lepkości jego myśli, która przebija się i determinuje sens. Patrząc na tego mężczyznę, nikt nie uwierzy, że to 12-latka go uwiodła.

 

Nowy Jork, 1997 r.

„Ale najlepsza okładka, jak sądzę, nie jest urocza… Chodzi o papierowe wydanie Vintage z 1997 roku, przedstawiające prosty fotograficzny obraz ze złożoną grą półcieni: gołonogą dziewczynkę, ukazaną od pasa w dół, w rozkloszowanej spódnicy i butach oksfordkach. Uroczą, dopóki nie weźmie się pod uwagę postawy, sugerowanej przez pozycję ciała – ona wyraża strach. Dziewczyna się trzęsie. Nie widzimy pełnego obrazu, więc pierwszą i (prawdopodobnie) jedyną świadomą reakcją jest docenienie poruszającego, niezręcznego piękna. Drugie, instynktowne i mniej estetyczne wrażenie (skradające się cicho za pierwszym) komplikuje pierwotny obraz o coś zbyt mrocznego, by to dokładnie zobaczyć, co jednak odczuwamy w głębszy atawistyczny sposób”. (Mary Gaitskill)

 

 

John Bertram, Yuri Leving, Lolita. The Story of a Cover Girl, China 2013.

Ocena: 9/10

 

[1] http://www.dezimmer.net/Covering%20Lolita/LoCov.html